GO BACK
        TO MENU

        Krótko o tym jak zacząłem

        Czasu wiecznie mało, ale w końcu udało mi się usiąść by napisać słów parę. Na zdjęciu jestem ja. Wiem że z papierosem tak nieelegancko, ale to trochę taki rekwizyt do tej lampy nad głową. Zdjęcie zrobione było w sejmowej restauracji. Nie wiem jak tam trafiłem, no ale stało się. Nie zepsuło mnie to bogu dzięki. No i ten papieros to sposób by zachować równowagę emocjonalną przy trójce małych walczących o wszystko, i ze wszystkim reaktorów nuklearnych. Dziś nie o dzieciach oczywiście. Dziś o mnie, choć o sobie mówić nie lubię. Miałem ostatnio ciekawą rozmowę z klientem odnośnie fotografowania ślubu. Pani ta obaw trochę miała z tym, że ja śluby fotografuję, ale też jestem na etacie, i dodatkowo fotografuję także inne tematy. Obawy naturalnie rozwiałem, i właśnie o tym ten post.

        Zacznę może od początku. Lat pięć temu pracowałem jeszcze na kopalni, z fotografią nie będąc w ogóle związanym. I tak jak na początku byłem tą pracą zachwycony (nie jestem w stanie na tą chwilę stwierdzić czemu), tak pewnego dnia wróciłem do domu i powiedziałem żonie, że jeszcze rok i założymy niebieską kartę. Tak naprawdę to użyłem wulgarnych słów, no ale nie wypada tutaj jeśli mam stworzyć pozory nie bycia chamem i gburem (trochę chyba jestem, nawet ostatnio komplement usłyszałem że jestem szorstki ❤). Obciążenie psychiczne zdaje się miało w tym wszystkim pierwszeństwo. No i chwilę przed porodem małej Ani, która już nie jest taka mała, podjąłem decyzję że będę fotografem. Wziąłem kredyt, kupiłem lustrzankę, zadzwoniłem do żony by o tym poinformować, czym chyba przyśpieszyłem poród. Szybko zderzyłem się ze ścianą myśląc, że jak kupię ‘fujfrejma’ to ludzie będą się o mnie zabijać. W pewnym momencie zacząłem się obawiać, że stanie się fotografia bardzo drogim hobby. W rozwój włożyłem dużo czasu i wysiłku, i udało mi się tym fotografem zostać. No i wiecie jak to na Śląsku, wciąż słyszę, że zrobiłem błąd zwalniając się z kopalni. Bullshit!

        Krótko o powrócie na etat

        Fotografowałem śluby na wyłączność przez 3 sezony mówiąc pod nosem, że w życiu na etat już nie wrócę. Poznałem ogrom wspaniałych ludzi, byłem w świetnych miejscach w kraju i za granicą, wcześniej nie zapuszczając się z reguły poza województwo. Rozwijałem się intensywnie na wszelkiego rodzaju warsztatach, panelach dyskusyjnych. Inwestowałem w albumy uznanych reportażystów, zaczytywałem się we wszelkiego rodzaju eseje i teoretykę fotografii. Wypracowałem sobie styl jaki mam, dla niektórych nazbyt kontrowersyjny, dla innych wiernie oddający rzeczywistość. Cel mój był i jest taki, by za XX lat w odbiorcy zdjęć budzić żywe wspomnienia. No ale dość autopromocji!
        W zeszłym roku świat się zatrzymał, wraz z nim aktywność fotograficzna. Straty znaczne, dzieci trochę mam, Aga pracę straciła, a przez podjęcie etatu (zdalnego) za granicą zabrano nam 1500 plus. Tak w razie czego ten etat, nie chciałem dopuścić do sytuacji by środków do życia zabrakło. Z tego powodu, że etat pozwala mi na jednoczesną pracą nad zdjęciami postanowiłem z niego nie rezygnować, bo wciąż w kraju i na świecie dzieją się cuda. Po skromnym zeszłorocznym sezonie byłem trochę też zniechęcony do wszystkiego co z fotografią związane, bo naraziło mnie na dużo stresu. Myślałem nawet nad tym, by stopniowo ze ślubów rezygnować. W październiku rozpoczęły się protesty, i może źle to w słowa ujmę, ale zmotywowały mnie do fotografowania. To z kolei rozwinęło mnie fotograficznie. No i w kordonie policji, z gazem pieprzowym w powietrzu wciąż było spokojniej niż w domu. Tak pół żartem pół serio, bo to co widziałem na protestach często było wstrząsające. Po tym wszystkim bałem się jak wrócę do fotografii ślubnej, ale wdrożyłem się szybko – w przeciwieństwie do odmrażania sobie dupy na ulicach, fotografia ślubna stawia mnie na uprzywilejowanej pozycji w tego typu wydarzeniu. Pokłosiem okresu jesienno – zimowego było także to, że zacząłem fotografować portrety, oraz eventy. Ot tak, bo chcę, bo uważam że najlepiej w kierunku fotografa ślubnego rozwija mnie wszystko, co z fotografią ślubną nie jest związane.

        Podsumowując

        Tyle. Jeśli tu dobrneliście – gratuluję, mi by się nie chciało. Podsumowując – fotografia ślubna to wciąż moje głowne zajęcie, a etat to dupochron. Niebawem wiele nowego. Sezon był/jest wyjątkowo łaskawy. Co będzie w przyszłym roku czas pokaże. Mam nadzieję jednak że wszystko wróci na stare tory. Chcielibyście o coś zapytać?

        0 COMMENTS

        Leave a Comment

        Your email address will not be published. Required fields marked *